Krzysztof Penderecki

Obecność jednego z najznakomitszych kompozytorów polskich sprawiła, że w niedzielny wieczór sala Filharmonii Wrocławskiej wypełniła się publicznością po brzegi, ale ten koncert był przede wszystkim triumfem Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej Leopoldinum. Zespół udowodnił po raz kolejny, że jest w wyśmienitej formie i z wielką maestrią wykonuje tak zróżnicowany repertuar, jak Serenady Antonina Dworzaka i Krzysztofa Pendereckiego. Nie było żadnego fałszywego tonu, najdrobniejszego potknięcia, chwili niepewności, a Maestro wydawał się nie mieć zastrzeżeń. Ale o tym wiedzą doskonale nie tylko bywalcy koncertów Leopoldinum, ale i ci, którzy przychodzą na Leo Festiwal. Szef artystyczny orkiestry, austriacki dyrygent i skrzypek, Ernst Kovacic może poczuć dumę, doprowadził smyczkowców do wysokiego poziomu i to bardzo spokojnie, krok po kroku, unikając taniego efekciarstwa, a dbając o poszerzenie programu, co zaowocowało choćby świetnymi nagraniami.

Próby z Krzysztofem Pendereckim nie były pracą u podstaw, kompozytor przyjechał, by zobaczyć sformowany w perfekcyjnym szyku zespół, doskonale przygotowany. – Nie ma potrzeby ich męczyć – zażartował nawet Maestro. Leopoldinum zagrało trzy utwory Krzysztofa Pendereckiego (Serenadę na smyczki, Sinfoniettę nr 2 z udziałem francuskiego klarnecisty Michela Lethieca, Chaconne pamięci Jana Pawła II) i słynną Serenadę E-dur Antonina Dworzaka. Wyjątkowo ciekawie zabrzmiały zwłaszcza obydwie Serenady. Współczesna, bo w Larghetcie (części II) udało się uzyskać wyjątkowo aksamitne, ciepłe brzmienie, przez co kontrast z motoryczną Passacaglią (część I) został świetnie wyeksponowany. W Serenadzie Dworzaka, jednego z ulubionych kompozytorów Krzysztofa Pendereckiego, Maestro nadał od początku bardzo wyśrubowane tempo, ale z lekkością przeprowadził przez pięcioczęściowy utwór, który zachwyca inwencją, feerią barw i wielu nastrojów (napisany zresztą w niecałe dwa tygodnie przez czeskiego mistrza orkiestracji).

Dla rozkochanych w niezwykle melodyjnej Chaconne wykonanie pod batutą kompozytora musiało być przeżyciem estetycznym, ale i w pewnej mierze zaskoczyć, zwłaszcza że tempo podyktowane przez Krzysztofa Pendereckiego było szybsze od tego, jakie pamiętamy z majestatycznego wykonania Polskiego Requiem (Chaconne została włączona do dużego dzieła w 2005 roku) sprzed kilku miesięcy, kiedy dyrygował Jacek Kaspszyk.

Niespodzianką okazał się natomiast bis Michel Lethieca, który po świetnej Sinfonietcie nr 2 zagrał miniaturę autorstwa słynnego Pablo Casalsa właściwie sotto voce, z rzadko spotykaną finezją i subtelnością.

Magdalena Talik


Krzysztof Penderecki

Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków

Krzysztof Penderecki 
Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków

Krzysztof Penderecki
Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków

Krzysztof Penderecki
Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków
Krzysztof Penderecki
Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków

Krzysztof Penderecki
Krzysztof Penderecki po raz pierwszy pracował z Wrocławską Orkiestrą Kameralną Leopoldinum/fot. Tomasz Walków